Kliknij tutaj --> 🐆 moje dziecko zmarło po porodzie
kobiety, które otrzymały informację o tym, że ich dziecko może umrzeć w trakcie ciąży lub porodu, kobiety, których dziecko umarło bezpośrednio po porodzie na skutek wad wrodzonych, kobiety, które po porodzie nie zabiorą do domu dziecka z powodu: poronienia, urodzenia dziecka martwego, urodzenia dziecka niezdolnego do życia,
18-miesięczne dziecko zmarło w wyniku wygłodzenia po tym, jak wegańscy rodzice karmili go prawie wyłącznie surowymi owocami i warzywami. Para została aresztowana.
Przyczyną śmierci matki w trakcie i po porodzie może być stan zdrowia, gotowość do zajścia w ciążę oraz badania w czasie ciąży. Ponadto pomoc i opieka po porodzie również przyczynia się do wzrostu śmiertelności matek. Dla jasności, oto kilka typowych przyczyn śmierci matek podczas porodu i po nim: 1. Krwotok poporodowy
W skontrolowanych przez NIK szpitalach pacjentkom, które poroniły, urodziły martwe dziecko lub których dziecko zmarło tuż po porodzie, nie zapewniono prawidłowej i wystarczającej opieki. Winna jest wadliwa organizacja procesu udzielania świadczeń oraz nieprzestrzeganie obowiązujących uregulowań, w tym standardów opieki
Mężczyzna ma poważne złamane serce, gdy dowiaduje się, że jego dziecko zmarło podczas porodu. Żyje z bolesnymi i nawiedzonymi wspomnieniami swojego zmarłego dziecka, dopóki przypadkowo nie odkrywa, że 14 lat później było to kłamstwo.
Les Meilleurs Sites De Rencontre Belge. fot. Adobe Stock Zakończyłam wyjątkowo ciężką rozmowę z klientem i poprosiłam swoją asystentkę, żeby zrobiła mi filiżankę herbaty. Miałam kwadrans wolnego czasu przed kolejnym spotkaniem. Tym razem z młodym i obiecującym prawnikiem, którego poleciła mi przyjaciółka wykładająca na uniwersytecie. – Zauważyłam go już na pierwszym roku, a teraz, po jego magisterium, jestem pewna, że to prawdziwy nieoszlifowany diament – powiedziała mi. – Moim zdaniem stanie się ozdobą twojej kolekcji. Kolekcji… Tak, to prawda, przykładałam wyjątkową wagę do tego, jakie osoby zatrudniam w rodzinnej kancelarii. Czyż nie było to moim obowiązkiem wobec ojca i dziadka? To oni byli prawnikami i założycielami, a ja tylko kontynuowałam ich dzieło. Dzieło, które najwyraźniej miało umrzeć wraz ze mną! Dziadek jeszcze dwa lata temu, leżąc na łożu śmierci, wierzył, że dam mu prawnuka, dziedzica nazwiska Głódkowski i spadkobiercę prawniczej schedy. A mój ojciec nie pozbył się tej nadziei do dziś. Wolne żarty! Miałam 42 lata i nie zamierzałam wychodzić za mąż, a już na pewno zachodzić w ciążę. Myśl o dziecku zawsze sprawiała, że robiło mi się niedobrze… – Pani mecenas, przyszedł już pan Rafał Janicki – zaanonsowała mi sekretarka, odrywając od niewesołych myśli. – To świetnie! Niech wejdzie! – przybrałam zawodowy uśmiech. Byłam ciekawa czy będzie jeszcze jednym z tych młodych wilków w eleganckim garniturze, który leży na nim tak, jakby się w nim urodził? Ale chłopak, który wszedł, nie pasował do żadnego z moich wyobrażeń… Był wysoki i postawny, samą swoją prezencją wymuszał szacunek. Inteligentne oczy patrzyły zza szkieł dobrze dobranych okularów, które dodawały mu lat i chyba o to właśnie chodziło. Zauważyłam także, że mankiety koszuli ma spięte dyskretnie eleganckimi spinkami. Nie sądziłam, że ktoś tak młody może zrezygnować z wygodnych guzików na rzecz czegoś takiego. Malwina miała rację, on jest fenomenalny! – pomyślałam. Utwierdziła mnie w tym rozmowa z Rafałem. Był błyskotliwy, ale nie nachalnie. W jego głosie czuło się respekt, lecz wiedziałam także doskonale, że gdyby przyszło mu bronić swoich racji, to zaatakowałby bez pardonu, wytaczając przeciwko mnie cały dostępny sobie arsenał. „Wróżę mu wielką karierę! – pomyślałam, gdy wyszedł. – To doskonały nabytek dla naszej kancelarii”. Następne miesiące pracy z Rafałem tylko mnie utwierdziły w tym przekonaniu. Zadbałam o to, aby pomagał mi we wszystkich najtrudniejszych sprawach, zdobywając w ten sposób niezbędne doświadczenie. Moja sympatia do tego chłopaka rzucała się w oczy i wiedziałam o tym, że pracownicy zaczynają szeptać o pupilku. Wysunięto nawet przypuszczenia, że został moim kochankiem. „To mi pochlebia… – pomyślałam, spoglądając pewnego ranka w lustro. – No cóż, sądząc po jego metryce jest ode mnie młodszy tylko o siedemnaście lat”. Siedemnaście… Ta cyfra mimowolnie przywołała wspomnienia, które natychmiast od siebie odegnałam. Wiele lat temu postanowiłam, że albo przestanę myśleć o tamtej sprawie, albo zwariuję. Wybrałam to pierwsze, lecz najwyraźniej gdzieś w zakamarkach mojej duszy gotował się tamten jad, bo przecież nie byłam w stanie zbudować związku z żadnym mężczyzną. I romans z Rafałem także nie wchodził w grę! Pociągał mnie, to prawda, ale… w jakiś szczególny i niezrozumiały dla mnie sposób. Na pewno nie jako kochanek. Zresztą byłam akurat pewna, że Rafał nigdy by nie przystał na taki rodzaj zażyłości. Był zbyt dumny i ambitny, aby robić karierę przez łóżko szefowej. Wiedziałam, że pochodził z dobrej rodziny zamożnych aptekarzy i spędził szczęśliwe dzieciństwo w małym miasteczku. Kiedyś mi powiedział, że podoba mu się w mojej kancelarii właśnie to, że jest rodzinna. – Dobrze się czuję w tej atmosferze, apteka moich rodziców też jest rodzinnym biznesem – powiedział. – I ty nie poszedłeś na farmację? – zdumiałam się. – Dla mnie było jasne, odkąd skończyłam pięć lat, że sąd będzie moim drugim domem! – wykrzyknęłam. Uśmiechnął się. – Widocznie nie mam w sobie aptekarskich genów. Zresztą nic w tym dziwnego, skoro jestem ich adoptowanym synem. Mają jeszcze rodzonego, Pawła i on na pewno przejmie interes. Aż się do tego pali! Zaskoczył mnie tym wyznaniem. – Wiesz, że zostałeś adoptowany? – zdziwiłam się. – Rodzice od początku nie ukrywali przede mną prawdy – powiedział. – Są naprawdę wspaniali, zawsze mnie kochali i nigdy nie czułem się obcy, nawet wtedy gdy po latach bezowocnych starań urodził im się jednak syn – powiedział. – To muszą być wspaniali ludzie, kiedyś chętnie ich poznam! – wyrwało mi się szczerze i zamilkłam speszona, bo zabrzmiało to chyba dziwnie. W końcu szefowe raczej nie umawiają się na wizyty do rodziny swoich podwładnych. Czyżbym więc już wtedy coś przeczuwała? Mijały kolejne miesiące, Rafał wyraźnie stał się moją prawą ręką i nawet mój ojciec to zauważył. – Już ci chyba do niczego nie jestem potrzebny, przestałaś się mnie radzić w wielu sprawach – powiedział. – Czy to ma jakiś związek z tym młodym człowiekiem? – Nie, to ma związek z tym, że jestem dorosła i doświadczona – zripostowałam. Nie mogę powiedzieć, żebym nie kochała swojego ojca. W jakiś sposób na pewno darzyłam go uczuciem, ale… Zupełnie inaczej, niż Rafał swoich rodziców. Miał dla nich tyle czułości, której zdecydowanie brakowało w moim związku z ojcem. I z matką także nie miałam podobnych relacji. Była zawsze jakby lekko wycofana, żyła w cieniu męża i przyjmowała jego styl zachowania. A tata mroził wszystkich swoim spokojem. Nie było chyba sytuacji, która by go wyprowadziła z równowagi, zawsze na chłodno rozważał wszystkie za i przeciw. No może poza tym jedynym przypadkiem sprzed ćwierć wieku… Wspomnienie tamtych dni znowu wróciło do mnie wzburzoną falą, której tym razem nie zdołałam powstrzymać. Tak, ja, córeczka tatusia i panienka z dobrego domu w wieku siedemnastu lat zaszłam w ciążę z jakimś przypadkowo poznanym chłopakiem. Wtedy wydawało mi się, oczywiście, że to jest wielka miłość na całe życie. Ubogi student, wakacyjne zauroczenie, pierwszy pocałunek… Zostaliśmy kochankami, ale kiedy mój wybranek zorientował się, że jestem w ciąży, zniknął. Po latach dowiedziałam się, że to mój ojciec mu zapłacił, aby ulotnił się na zawsze z mojego życia, ale wtedy to już nie miało dla mnie najmniejszego znaczenia. Moje dziecko nie przeżyło porodu… Kiedy przypomnę sobie jak bardzo walczyłam o to, aby je w ogóle urodzić, to jeszcze dzisiaj chce mi się płakać. Stanowczo sprzeciwiłam się aborcji i zapowiedziałam rodzicom, że jeśli zrobią cokolwiek, aby mnie do niej zmusić, stracą mnie na zawsze. Chyba się tego wystraszyli, jestem przecież jedynaczką. Wysłali mnie za to na kilka miesięcy do dalekiej rodziny w Londynie, pod pretekstem nauki języka. Chodziłam tam do szkoły i w moim liceum wszyscy uważali, że jestem prawdziwą szczęściarą. Wróciłam do Polski, żeby urodzić syna i to był chyba błąd. Teraz myślę, że w angielskim szpitalu miałby szansę przetrwania. W naszym kraju brakowało specjalistycznej aparatury… Zmarł po trzech dniach. Trzymałam go w ramionach tylko chwilę, mojego małego Adrianka, zanim nie zabrano go ode mnie i nie podłączono do tych wszystkich rurek. O jego śmierci poinformował mnie tata i stanowczo sprzeciwił się, abym zobaczyła jego ciałko. Byłam wycieńczona, na wpół przytomna… Podobno zapadłam na gorączkę popołogową. Nie miałam siły się z nim kłócić. Poprosiłam tylko, aby włożył do trumienki pewną rzecz. Talizman… – Zadbam o właściwy pogrzeb! – stwierdził mój ojciec. Po tak traumatycznym przeżyciu już nigdy nie zdecydowałam się na żaden związek z mężczyzną. Nie byłam w stanie także zajść w ciążę. Zdałam doskonale maturę i poszłam na prawo tak, jak życzyła sobie moja rodzina. Nie miało już dla mnie żadnego znaczenia, kim zostanę w przyszłości. Zanim skończyłam dwadzieścia lat, czułam się kompletnie wypalona… A teraz działo się ze mną coś dziwnego... Jakbym budziła się z jakiegoś długiego snu. Pewnego dnia wstałam rano i stwierdziłam, że… znowu mam ochotę zacząć malować! Kiedyś to uwielbiałam. Nawet myślałam poważnie o malowaniu, marzyłam, że zostanę wielką artystką. Po odejściu Adrianka nie sięgnęłam już po pędzel. Aż do teraz… Na zagruntowanym płótnie pojawił się bukiet kwiatów, jak ze snu. Z każdego pąka wychylały się twarzyczki dzieci – szczęśliwe, śpiące, zapłakane. Moje i nie moje zarazem, bo każda z nich była twarzą mojego syna, taką jaką zapamiętałam i taką jaką mogłam sobie tylko wyobrazić… Kiedy skończyłam, zabrałam obraz ze sobą do kancelarii. – Jest piękny! – powiedział Rafał z zachwytem. – Podoba ci się? To takie moje małe rozliczenie z przeszłością. Teraz chciałabym namalować przyszłość… – zamyśliłam się na chwilę, po czym zapytałam. – Chciałbyś mi pozować? – Nigdy tego nie robiłem… – wyraźnie się speszył. – To nie jest trudne, wystarczy tylko się nie ruszać – zapewniłam go. – Dobrze – zgodził się w końcu. Zaprosiłam go na sobotę do siebie. Kiedy przyszedł, posadziłam go na krześle blisko okna. – Tutaj jest doskonałe światło – powiedziałam ustawiając sztalugi. Zaczęłam szkic, ale ciągle coś mi nie pasowało. Zarys głowy był idealny, ale zarys postaci… – Ta koszula jest za sztywna! – zawyrokowałam w końcu, odkładając paletę z farbami. – Mam ją zdjąć? – w jego głosie wyczułam nutę zdziwienia. Mogłam powiedzieć, że tak i wtedy na kilka godzin miałabym tylko dla siebie jego piękne, młode ciało, ale to byłoby bez sensu… Nie zamierzałam go przecież speszyć czy uwieść. – Niezupełnie – odparłam. – Jeśli ci to nie przeszkadza, mam męską jedwabną piżamę w kolorze burgunda. Takie właśnie lubię, chłodne i nieco na mnie za duże. Może mógłbyś ją włożyć? Jestem pewna, że pięknie podkreśli smagłość twojej cery. Kiwnął głową, więc poszłam po piżamę. Kiedy ją miał założyć, wyszłam z pokoju, ale… nie mogłam się powstrzymać, żeby nie zerknąć na jego piękny tors odbijający się w wiszącym na ścianie lustrze i wtedy… Zobaczyłam na jego szyi ten złoty łańcuszek! Ten złoty łańcuszek! Nawet przez sekundę nie miałam wątpliwości, co widzę. Może i na świecie są miliardy złotych łańcuszków, ale ten był jedyny w swoim rodzaju. Jedyny i niepowtarzalny… Aż się zatoczyłam, jakby pchnięta przez nadnaturalną siłę. Nie byłam w stanie wrócić do pokoju, chociaż wiedziałam, że muszę. W końcu Rafał zawołał, że już jest ubrany… I musiałam tam wejść. – Pięknie! – powiedziałam z udawanym zachwytem przez ściśnięte gardło. – Ale… światło się zmieniło i chyba nie dam już rady malować – dodałam szybko. Popatrzył na mnie z ogromnym zdumieniem, a ja marzyłam tylko o jednym – aby w końcu wyszedł. Chciałam zostać sama… Kiedy zamknęły się za nim drzwi mogłam przestać panować nad swoją twarzą, którą teraz wykrzywił ból nie do opisania, a z moich ust wydobył się nieludzki skowyt. Musiałam wiedzieć! Musiałam o wszystko zapytać ojca! Nie byłam w stanie prowadzić samochodu, więc wezwałam taksówkę. Kiedy stanęłam w drzwiach u rodziców, musiałam wyglądać strasznie, bo ojciec po raz pierwszy w życiu aż się przede mną cofnął. Wkroczyłam do jego gabinetu, a kiedy poszedł tam za mną, zatrzasnęłam drzwi i zapytałam. – On żyje, prawda? – Kto? – spojrzał na mnie zdziwiony. – Mój syn. On wcale nie umarł! – krzyczałam jak opętana. – Co ty mówisz, córeczko? Co to za bzdura! – plątał się. – Oczywiście, że Adrianek zmarł… – Przestań na chwilę i dobrze się zastanów nad tym, co powiesz, bo od tego zależy wszystko. Albo stracisz córkę, albo zyskasz wnuka! – uprzedziłam go zimno. Zamilkł i wpatrywał się we mnie nieruchomo. – Dwadzieścia pięć lat temu poprosiłam cię, abyś włożył do trumienki mojego synka talizman. Złoty łańcuszek, identyczny jak ten, który mam także i ja. Dobrze wiesz, że dostałam je oba od babci. Są niepowtarzalne i bardzo kosztowne… I teraz są dwa wyjścia. Albo trumienka mojego synka została zbezczeszczona i ktoś zabrał z niej łańcuszek, albo go nigdy tam nie włożyłeś, podobnie jak nie ma w niej zwłok Adrianka. To drugie rozwiązanie zakłada, że mój syn żyje – podsumowałam. Długie milczenie ojca było dla mnie dostateczną odpowiedzią. – Dlaczego mi to zrobiłeś? – jęknęłam, patrząc na niego, jak na potwora. – A co? Miałem pozwolić, abyś przez jakiegoś bękarta zniszczyła sobie życie, zawaliła studia? – powiedział. – I co ci przyszło z tego, że ich nie zawaliłam i tak jak ty jestem wziętym prawnikiem? Czy ty nigdy nie zauważyłeś, że ja tak naprawdę umarłam wtedy, razem z moim Adriankiem? – zapytałam go. Spuścił głowę. – Nie zrobiłem mu krzywdy… Oddałem go do adopcji, podobno trafił do bardzo porządnej rodziny… – wyszeptał. – Podobno? To ty tego nie wiesz? Jak dzisiaj nazywa się mój syn? – zapytałam. – Nie wiem, bo nie chciałem tego wiedzieć. To było dla mnie… zbyt bolesne. Wszystkim zajął się dziadek, on spreparował odpowiednie dokumenty do adopcji, w myśl których rodzicami dziecka byliśmy my z twoją mamą. I on tylko wiedział, jak nazywają się jego przybrani rodzice. Przed śmiercią zniszczył dokumenty i zabrał tę tajemnicę ze sobą do grobu – usłyszałam. – Żyłam między potworami… – pokręciłam z niedowierzaniem głową. – Powiedziałeś, że wyrzeczenie się wnuka było dla ciebie zbyt bolesne, tak? To może teraz ucieszy cię fakt, że mój syn się znalazł. – Co? Jak? To niemożliwe? – na jego twarzy odmalował się prawdziwy szok. – A jednak… Pewnie gdyby w jakiś sposób przejął geny swoich przybranych rodziców, nigdy bym go nie spotkała, bo tkwiłby za ladą apteki w białym fartuchu. Ale na szczęście prawnicze geny Głódkowskich przeważyły! Mój syn, kontynuując naszą rodzinną tradycję, został prawnikiem. Dodam, że bardzo dobrym. Masz więc szansę poznać swojego wnuka i dziedzica kancelarii. – Oszalałaś? Ktoś poznał twoją historię i teraz ci wmawia, że jest twoim dzieckiem, tak? – popukał się po głowie ojciec. – Nie… Ten mężczyzna nie wie o tym, że jest moim dzieckiem, ale świadczy o tym łańcuszek, który nosi! – wypaliłam. – Chcesz oprzeć swoje rozumowanie na kawałku złota? To są tylko… poszlaki! – Opieram się na tym, co mówi moje serce! – stwierdziłam cicho. – Tato, masz tydzień, aby sprawdzić, czy Rafał Janicki jest naprawdę moim synem. Jeśli tego nie zrobisz, odejdę z kancelarii, zmienię nazwisko i już nigdy mnie nie zobaczysz – zagroziłam. Kiedy wychodziłam, ojciec miał zaciętą minę, ale wiedziałam, że się przejął, bo jakby zmalał, przygiął się do ziemi. Odpowiedź na swoje pytanie otrzymałam w trzy dni. – Tak, to twój syn… I mój wnuk – przyznał. Kiedy powiedziałam Rafałowi, że w chwili urodzenia nazywał się Adrian Głódkowski, nie krył zdziwienia. Oboje odetchnęliśmy, znajdując wreszcie wytłumaczenie dla dziwnej więzi, która nas połączyła od pierwszego wejrzenia. Bardzo chciałam, aby syn nosił moje nazwisko i by w jego metryce w rubryce: matka, pojawiło się moje imię, ale się na to nie zgodził. – Wychowała mnie Barbara Janicka, najlepiej jak umiała. Kocham ją. Nie wymażę jej ze swojego życia, bez względu na wszystko – powiedział. Zgodził się jednak dopisać nazwisko Głódkowski do swojego. Uszanowałam jego decyzję i cały czas nie mogę wyjść ze zdziwienia, jak bardzo jednak los był dla mnie łaskawy. Oddał mi syna – dorosłego, mądrego, wspaniałego człowieka. A mój ojciec dostał wnuka, mimo że sobie na niego kompletnie nie zasłużył. Mam tylko nadzieję, że teraz ze wszystkich sił postara się nadrobić te 25 lat rozłąki i wynagrodzi Rafałowi wszystko to, co odebrał kiedyś Adrianowi. Więcej prawdziwych historii:„Wpadliśmy po 3 miesiącach znajomości. Myślałam, że jakoś to będzie, ale on… powiedział, że nie jest gotowy i odszedł”„Miał być tym jedynym, ale w moje urodziny zniknął i nawet mnie o tym nie poinformował. Miał dziecko z inną…”„Moja wnuczka się zakochała, ale rodzice chcą dla niej bogatego męża. Tym przedpotopowym myśleniem zniszczą jej życie…”
Narodziny martwego dziecka lub poronienie to ogromnie bolesne przeżycie. Jakie prawa i obowiązki ma w takiej sytuacji matka - pracownik? Poród martwego dziecka i inne niepowodzenia położnicze Wszelkie sytuacje, kiedy kobieta traci dziecko, którego oczekiwała, są niezwykle delikatne i trudne. W polskiej nomenklaturze nazywa się je niepowodzeniami położniczymi. Z perspektywy prawa pracy oraz praw przysługujących matce pracownikowi, trzeba rozróżnić następujące rodzaje niepowodzeń położniczych: • Poronienie - wydalenie bądź wydobycie z ciała matki nieżywego płodu przed upływem 22. tygodnia ciąży, • Urodzenie martwego dziecka - wydalenie bądź wydobycie płodu, które nastąpiło po upływie 22 tygodnia ciąży. Płód nie wykazuje żadnych oznak życia (czynność serca, tętnienie pępowiny, skurcze mięśni zależnych od woli). Urodzenie martwego dziecka a urlop macierzyński Czy matce przysługuje urlop macierzyński po urodzeniu martwego dziecka? Zgodnie z obecnymi przepisami (stan - kwiecień 2019 r.) tak, ale tylko w określonych sytuacjach. Urodzenie martwego płodu będzie uprawniało do urlopu macierzyńskiego wtedy, kiedy matka otrzyma od szpitala kartę martwego urodzenia. Jest to dokument, który wystawia szpital i który zawiera informacje na temat matki dziecka, miejsca i daty urodzenia, czasu zgonu dziecka, informacje o jego wielkości, a także dane dotyczące poprzednich ciąż matki oraz wykształcenia rodziców (do celów statystycznych). Wzór karty martwego urodzenia zawiera też konieczność podania płci dziecka. Niestety, jeśli dziecko zmarło zbyt wcześnie, by można było w łatwy sposób określić jego płeć (czyli z reguły chodzi o poronienie i to przed 16 tygodniem ciąży), rodzice są zmuszeni do wypożyczenia ze szpitala materiału poronnego dziecka i przeprowadzenia odpłatnego, nierefundowanego przez NFZ badania płci dziecka. Obecnie, koszt takiego badania to około 400 zł. Dopiero uzyskanie karty martwego urodzenia da możliwość zarejestrowania dziecka w Urzędzie Stanu Cywilnego i otrzymania aktu urodzenia z adnotacją, że nastąpiło martwe urodzenie. Dokumenty te dają zaś podstawę do tego, by otrzymać urlop macierzyński. Martwe dziecko, którego płci nie ustalono, nie może otrzymać karty martwego urodzenia i w związku z tym, matce nie będzie przysługiwał urlop macierzyński. Co do zasady, macierzyński po urodzeniu martwego dziecka wynosi maksymalnie 8 tygodni. Matka może też zadecydować o wcześniejszym powrocie do pracy. Skrócenie urlopu macierzyńskiego możliwe jest maksymalnie do 7 dni. Przy czym jest ono liczone od dnia, kiedy odbyło się rodzenie martwego dziecka. Jeśli zatem matka zdecydowała się na wykorzystanie np. 4 tygodni urlopu macierzyńskiego przed porodem, to urlop macierzyński po śmierci dziecka (martwe urodzenie) może trwać maksymalnie 4 tygodnie, nie mniej niż 7 dni. W tym czasie matce przysługuje zasiłek macierzyński obliczany tak samo, jak przy urodzeniu dziecka żywego. Aby uzyskać urlop matka musi złożyć pracodawcy wniosek o urlop macierzyński po urodzeniu martwego dziecka. Poród martwego dziecka a ZUS Jeśli rodzice po urodzeniu martwego dziecka zdecydują się na jego pochówek, to przysługuje im prawo do otrzymania zasiłku pogrzebowego z ZUS, w wysokości 4000 zł. Aby go otrzymać, należy złożyć w jednostce ZUS właściwej ze względu na miejsce zamieszkania skrócony odpis aktu urodzenia, oryginały rachunków kosztów pogrzebu, dokumenty poświadczające stopień powinowactwa i zaświadczenie płatnika składek o podleganiu ubezpieczeniu rentowemu. Zasiłek pogrzebowy nie przysługuje, jeśli rodzice zdecydowali się pozostawić martwy płód w szpitalu. Warto też pamiętać, że jeśli nastąpiło urodzenie martwego dziecka, ZUS zobowiązany jest do wypłaty matce zasiłku macierzyńskiego zgodnie z opisanymi powyżej zasadami. Urodzenie martwego dziecka a becikowe Becikowe przysługuje jedynie wtedy, kiedy dziecko urodziło się żywe (nawet jeśli kilka godzin później zmarło). Jeśli nastąpił zgon dziecka przed lub w czasie porodu i rodzicom został wydany jedynie akt urodzenia martwego dziecka, to becikowe rodzicom nie przysługuje. Podstawa prawna - art. 15b pkt 1. Ustawy o świadczeniach rodzinnych. Urodzenie martwego dziecka - urlop okolicznościowy Z tytułu urodzenia dziecka obojgu rodzicom przysługuje urlop okolicznościowy w wymiarze 2 dni. Nie ma tu znaczenia, czy urodziło się dziecko żywe, czy martwe. Mamie, urlop ten będzie jednak przysługiwał wtedy, kiedy nie przebywa ona na urlopie macierzyńskim. Obojgu rodzicom przysługuje również urlop okolicznościowy z tytułu zgonu dziecka w wymiarze 2 dni. Przy czym nie należy się on matce, jeśli pogrzeb odbywa się w czasie kiedy przebywa ona na urlopie macierzyńskim (w takiej sytuacji z urlopu skorzysta jedynie ojciec). Reasumując, po urodzeniu martwego dziecka, rodzice mają prawo do 4 dni urlopu okolicznościowego.
Urlop macierzyński rozpoczyna się wraz z narodzinami dziecka. O tym jak prawidłowo rozpocząć urlop po porodzie, o wymiarze urlopu i wysokości zasiłku, urlopie lub zasiłku na działalności gospodarczej, przerwaniu urlopu lub rozpoczęciu go przed dniem porodu, opowiada Mama Prawniczka – Marzena Pliarz-Herzyk. Pytania: W dniu porodu nie byłam jeszcze na zwolnieniu z powodu ciąży. Czy po urodzeniu przysługuje mi L4 czy urlop macierzyński? Jaki wymiar urlopu macierzyńskiego mi przysługuje? Czy jeśli jestem na urlopie macierzyńskim, to tata dziecka może w tym czasie być na urlopie ojcowskim? Czy jeśli nie pobrałam przysługującego urlopu macierzyńskiego 6 tygodni przed porodem, to czy mogę go wykorzystać dodatkowo do puli urlopu macierzyńskiego po porodzie? Moje dziecko zmarło. Czy przysługuje mi jakiś urlop z tego powodu? Po powrocie do domu moje dziecko zachorowało i znów jest w szpitalu. Nie wróciłam jeszcze do pracy po porodzie. Czy mogę w tym czasie wziąć zwolnienie na dziecko? Co to znaczy „zawiesić urlop macierzyński”? Czy jakakolwiek sytuacja jest w stanie spowodować, że przepadnie nam urlop macierzyński? Czy to prawda, że urlop macierzyński trwa rok? Jaka jest różnica między urlopem macierzyńskim a rodzicielskim? Jeśli jestem na urlopie macierzyńskim i nie wykonuję pracy, to jaki zasiłek mi przysługuje? Jakie dokumenty i w jakim terminie należy złożyć, aby otrzymać zasiłek macierzyński? Czy zasiłek przysługuje tylko w przypadku umowy o pracę? Odpowiedzi znajdziecie w 31. odcinku programu “Pośpiesznym na świat”: Subskrybuj nasz kanałZapraszamy do oglądania i do subskrybowania naszego kanału. Bądźcie z nami co wtorek o 9:00 z poranną kawą! Katarzyna Nawrocka: Dzisiaj jest ze mną Marzena Pilarz-Herzyk, która jest mamą i prawniczką. Marzena Pilarz-Herzyk: Dzień dobry. KN: Marzeno, mam do Ciebie czternaście pytań dotyczących urlopu macierzyńskiego, więc zaczynajmy. MPH: Zaczynajmy. KN: Pierwsze pytanie brzmi: w dniu porodu nie byłam jeszcze na zwolnieniu z powodu ciąży. Czy po urodzeniu przysługuje mi L4 czy urlop macierzyński? MPH: Od dnia porodu urlop macierzyński jest obowiązkowy. Nie można z niego ani zrezygnować, ani sobie go przesunąć w czasie. Nie ma też znaczenia czy dziecko urodzi się w dzień roboczy, w dzień wolny od pracy. Dzień narodzin to jest pierwszy dzień urlopu macierzyńskiego i tak jest zawsze. Więc niezależnie od tego czy się jest na L4 czy nie, po prostu urlop rozpoczynamy. Jeżeli byłoby L4 (w czasie ciąży), ono się automatycznie po złożeniu dokumentów zamieni w urlop macierzyński. Jeżeli L4 nie było, po prostu rozpocznie się urlop macierzyński. KN: Drugie pytanie brzmi: jaki wymiar urlopu macierzyńskiego mi przysługuje? MPH: Wymiar urlopu macierzyńskiego jest uzależniony od liczby dzieci urodzonych przy jednym porodzie. Ten podstawowy wymiar przy jednym dziecku, przy jednym porodzie – to 20 tygodni. I teraz obalę pewien mit, bo wszyscy myślą, że urlop macierzyński trwa rok, a ja powiedziałam 20 tygodni. Nie pomyliłam się, bo na ten rok składają się dwa urlopy. Urlop macierzyński i rodzicielski. Macierzyński to jest właśnie ten pierwszy rozpoczynający się w dniu narodzin. Tak jak już powiedziałam 20 tygodni, a później mamy urlop rodzicielski, który trwa 32 tygodnie. Łącznie rzeczywiście mamy rok. KN: Czy jeśli jestem na urlopie macierzyńskim, to tata dziecka może w tym czasie być na urlopie ojcowskim? MPH: Tak, urlop ojcowski nie jest w żaden sposób związany z urlopem macierzyńskim. Nie ma ani znaczenia to, że mama na nim przebywa, jak również ewentualnie to, że mama na przykład nie miałaby do niego prawa. Więc urlop ojcowski jest związany tylko z ubezpieczeniem taty. Może z niego korzystać zarówno tata, który pracuje na umowę o pracę, ale to też może być tata, który pracuje na umowę zlecenie i opłaca składkę chorobową, albo co więcej, tata przedsiębiorca, o czym bardzo mało tatusiów wie. I wtedy też tata może korzystać z urlopu ojcowskiego. Zawsze może się on zbiegać z urlopem macierzyńskim czy rodzicielskim, bo ta granica wykorzystania urlopu ojcowskiego to drugi rok życia dziecka, czyli z drugimi urodzinami niewykorzystany przepadnie. KN: Czyli możemy to śmiało połączyć i być z dzieckiem przez chwilę razem w domu. MPH: Jak najbardziej tak. KN: To przejdźmy do czwartego pytania: czy jeśli nie pobrałam przysługującego urlopu macierzyńskiego sześć tygodni przed porodem, to czy mogę go wykorzystać dodatkowo w puli urlopu macierzyńskiego po porodzie? MPH: Nie, to nie działa w ten sposób, że urlop przed porodem jest jakimś urlopem dodatkowym. Jeśli mamy takie życzenie, że chcemy przed porodem wykorzystać część urlopu, bo z jakiegoś powodu nie chcemy korzystać ze zwolnienia chorobowego, nie ma przesłanek medycznych do zwolnienia chorobowego. To właśnie wtedy można wcześniej rozpocząć urlop macierzyński, ale wykorzystujemy go z tej puli 20 tygodni, która nam normalnie przysługuje. Natomiast to o czym trzeba pamiętać, że w przypadku wcześniaków, to będzie praktycznie niemożliwe, bo urlop przed porodem wykorzystujemy na bazie zaświadczenia o planowanej dacie porodu. Czyli to będzie od tej planowanej donoszonej ciąży, 6 tygodni wcześniej. Gdyby doszło do sytuacji, że maluszek postanowił się „przenosić” i zostać z nami trochę dłużej to tutaj nie ma problemu. Tutaj dziecko zarządza tymi terminami i po prostu możemy mieć tego urlopu troszkę więcej, ale nie da się tego w drugą stronę przesunąć. KN: Czyli musimy rozróżnić sytuację w momencie, kiedy poród odbył się o czasie, a w momencie kiedy mamy do czynienia z wcześniakiem. MPH: Dokładnie tak, bo z wcześniakiem nie umówimy się wcześniej, żeby ewentualnie sobie wykorzystać ten urlop. KN: Marzeno, teraz pytanie, które mnie osobiście przyprawia o ciarki, ale to bardzo ważny temat, dlatego muszę Ci je zadać. Moje dziecko zmarło. Czy przysługuje mi jakiś urlop z tego powodu? MPH: Tak, jak najbardziej, tak samo z poronieniami, jak i z martwymi narodzinami, jak i ze śmiercią dzieci w pierwszych dobach po narodzinach dziecka wiążą się też dodatkowe uprawnienia. Natomiast tutaj już nie będziemy mieć do czynienia z tym pełnym 52-tygodniowym urlopem macierzyńskim. Urlop macierzyński skrócony maksymalnie do 56 dni, w zależności właśnie od tego kiedy dokładnie doszło do śmierci dziecka, ale jak najbardziej – rodzice mają prawo starać się o różne uprawnienia, mama ma prawo przebywać na tym urlopie macierzyńskim. Trzeba też pamiętać żeby gdyby po tym urlopie chciała wrócić do pracy tudzież zanim ten urlop się rozpocznie potrzebny był czas jeszcze na zorganizowanie formalności, nie wracamy wtedy do pracy, nie przebywamy na urlopie wypoczynkowym, tylko wtedy korzystamy po prostu ze zwolnienia chorobowego. To już nie będzie zwolnienie chorobowe z kodem B. Ono automatycznie już nie jest zwolnieniem związanym z okresem ciąży, ale jak najbardziej ten czas można sobie wypełnić tym zwolnieniem i też później się automatycznie przekształci w ten skrócony urlop macierzyński. KN: Po powrocie do domu moje dziecko zachorowało i znowu jest w szpitalu. Nie wróciłam jeszcze do pracy po porodzie. Czy mogę w tym czasie wziąć zwolnienia na dziecko? MPH: To rzeczywiście jest bardzo ważny aspekt żeby o tym pamiętać, że mamie w czasie urlopu macierzyńskiego, rodzicielskiego, ale później też wychowawczego, nie przysługuje zasiłek chorobowy ani na siebie ani na dziecko. Co więcej, co do zasady np. tato też nie będzie mógł w tym czasie skorzystać z zasiłku chorobowego. Znowu czy na dziecko, czy na mamę. Dlaczego? Dlatego, że przyjmuje się, że mama jest osobą stale sprawującą opiekę nad dzieckiem. Po porodzie tata ma taką możliwość skorzystania z opieki na mamę dziecka po porodzie, ale jako zasiłek opiekuńczy na dziecko jest wykluczony, chyba że ewentualnie będzie to kwestia drugiego porodu czy choroby mamy wykluczająca możliwość sprawowania opieki nad dzieckiem, ale tutaj, w tym przypadku, macierzyński nam się nie odłoży, nie przesunie, bo nie można dostać zasiłku opiekuńczego. Po prostu ta opieka nad dzieckiem chorym sprawowana jest w ramach urlopu macierzyńskiego. KN: Jesteśmy już na półmetku. Kolejne pytanie brzmi: co to znaczy zawiesić urlop macierzyński? MPH: To jest uzupełnienie tak naprawdę tej poprzedniej części i tego chorowania dziecka na urlopie macierzyńskim, bo bardzo mało osób wie i bardzo rzadko się o tym mówi, natomiast chodzi tutaj o choroby, które się wiążą z hospitalizacją dziecka. Jeśli nasze dziecko w tym pierwszym roku życia jest hospitalizowane, to możemy urlop zawiesić. Czyli my go nie przerywamy, on nie przepadnie, nie ma znaczenia, z jakiej formy urlopu korzystamy, po prostu przynosimy do pracodawcy zaświadczenie, że dziecko jest hospitalizowane i tego dnia urlop ulega zawieszeniu. On się odwiesi w momencie, kiedy przyniesiemy znowu zaświadczenie, że dziecko już hospitalizację zakończyło. Natomiast tutaj zawsze też trzeba pamiętać o tym, co ma zrobić mama: bo jeśli mama zawiesza urlop macierzyński, to z automatu powinna teoretycznie wrócić do pracy, bo staje się pracownikiem. Wiadomo, że jeśli mamy malutkie dziecko w szpitalu, to raczej tego nie zrobimy, więc wchodzi w grę urlop wypoczynkowy, urlop bezpłatny, tutaj wchodzi w grę zasiłek opiekuńczy na dziecko. Czasami chorowanie po prostu na siebie – bo takie przypadki też są. De facto z tego uprawnienia dość często mogą skorzystać mamy wcześniaków, ale muszą pamiętać, że najwcześniej urlop można zawiesić po 8 tygodniach od narodzin dziecka. Przyjmuje się, że te pierwsze 8 tygodni, to jest też czas rekonwalescencji mamy. Pomimo tego, że w przypadku hospitalizacji tych najmniejszych dzieci przydałoby się od razu ten urlop zawieszać, to musimy liczyć się z tym, że te 8 tygodni jest niewzruszalne, mama musi je wykorzystać, po 8 tygodniach można urlop zawiesić. KN: Ja tutaj się wtrącę z takim dodatkowym pytaniem, które pojawiło się w mojej głowie. Czy to znaczy, że ten urlop możemy przerwać tak zwanym, kolokwialnie mówiąc, tym L4, które wszyscy znamy, na dziecko? MPH: Nie, to nie jest L4. To jest zawieszenie urlopu po prostu wynikające z hospitalizacji dziecka i możemy w tym czasie skorzystać z L4. KN: Rozumiem. Marzeno, kolejna mama pyta czy jakakolwiek sytuacja jest w stanie spowodować, że przepadnie nam urlop macierzyński. MPH: Te sytuacje związane z zawieszeniem urlopu – absolutnie nie. To jest bezpieczne rozwiązanie, przez cały rok, nie ma ograniczenia liczbowego zawieszenia takiego urlopu. Więc tutaj cały rok jest bezpieczny. Przy czym urlop mógłby przepaść w przypadku gdybyśmy chciały zrezygnować z części urlopu, wrócić wcześniej do pracy. I tu jest ważne jak sobie zaplanujemy urlop zanim nasze dziecko się urodzi. Czy go będziemy deklarować, że będziemy z niego korzystać z góry, czy będziemy z niego korzystać na części i dopiero urlop rodzicielski deklarować po upływie określonej liczby tygodni, bo to nas zabezpiecza, umożliwia nawet odsunięcie urlopu w czasie, no i bardzo popularna sytuacja kiedy urlop przepada, to druga ciąża, kiedy wcześniej chcemy przejść na zwolnienie chorobowe spowodowane drugą ciążą. Niestety w tej opcji urlopu z góry najczęściej nie da się już uratować części urlopu, chyba że go przejmie tata. Ale jeśli nie, to bardzo często przechodzi mama na zwolnienia chorobowe, a niestety ten niewykorzystany urlop przepada, ale jeśli chodzi o zawieszenie, to jest w pełni bezpieczne rozwiązanie dla zachowania pełnego urlopu. KN: Ja mam wrażenie, że na kolejne pytanie już odrobinę odpowiedziałaś, natomiast doprecyzujmy: czy to prawda, że urlop macierzyński trwa rok. MPH: Tak, to już troszkę rzeczywiście na początku powiedziałyśmy, że to jest taki mit, który wszyscy znają, że urlop macierzyński trwa rok, a nie, bo na ten urlop się składa macierzyński i rodzicielski. I to jest ważne pomimo tego, że większość osób korzysta z tego właśnie urlopu rocznego i myśli, że on trwa rok. Co więcej dodam, że nie składamy wniosku o urlop macierzyński, tylko składamy po narodzinach wniosek o urlop rodzicielski, który rozpocznie się bezpośrednio po macierzyńskim. Ale to jest właśnie ważne z tej perspektywy, że jeśli mamy plany drugiej ciąży szybko, tak w czasie właśnie urlopu, jeżeli zastanawiamy się nad ewentualnie wcześniejszym podjęciem aktywności zawodowej, to to rozgraniczenie macierzyńskiego i rodzicielskiego jest ogromnie ważne. I druga rzecz: angażowanie tatusiów, bo pamiętajmy, że urlop rodzicielski jest na tyle wyjątkowy, że pozwala dzielić się urlopem pomiędzy mamę i tatę. Co więcej, rodzice mogą nawet w tym samym czasie korzystać z tego urlopu. Wcale nie jest tak, że tata musi być stratny finansowo, bo można to dobrze zaplanować w ten sposób, żeby miał swoje pełne wynagrodzenie, ale tutaj jest właśnie bardzo ważne rozgraniczenie macierzyńskiego i rodzicielskiego i prawidłowe zaplanowanie tego jeszcze przed narodzinami dziecka. KN: Marzeno, jak przystało na prawniczkę, idzie nam ekspresowo i bardzo konkretnie. I znowu mam wrażenie, że już na kolejne pytanie odpowiedziałaś, ale ja i tak je przeczytam. MPH: Dobrze. KN: Jaka jest różnica między urlopem macierzyńskim, a rodzicielskim. MPH: Podstawowa różnica pomiędzy macierzyńskim a rodzicielskim jest taka, że macierzyński jest obowiązkowy, a rodzicielski nie. Czyli te 20 tygodni mama musi wykorzystać. Jeżeli chciałaby wcześniej podjąć aktywność zawodową, to jest możliwe po 14 tygodniach, ale jest jeden warunek dość znaczący. Tata musi przejąć urlop bezpośrednio po dniu, kiedy mama go zakończy. Czyli gdyby tata urlopu nie chciał przejąć, mama nie może zakończyć swojego urlopu. Przyjmuje się, że te pierwsze 20 tygodni dziecko musi spędzić z rodzicami. Urlop rodzicielski już nie jest obowiązkowy, tutaj już mama decyduje czy z niego będzie korzystała, w jakim wymiarze z niego będzie korzystała czy właśnie podzieli się nim elastycznie z tatą. Można go wykorzystać na długie wakacje. Można się nim wymieniać. Można tutaj właśnie planować kolejną ciążę i też zabezpieczyć się na to, żeby ten urlop został na czas późniejszy nawet po tej drugiej ciąży, bo jego będziemy finalnie mogli wykorzystać do końca roku kalendarzowego, w którym dziecko ukończy 6. rok życia, więc tak naprawdę długo. KN: Jeśli jestem na urlopie macierzyńskim i nie wykonuję pracy, to jaki zasiłek mi przysługuje? MPH: Jeśli nie wykonujemy pracy przed urlopem macierzyńskim, to tak naprawdę nie przysługuje nam zasiłek macierzyński, bo zasiłek macierzyński związany jest z koniecznością posiadania aktualnego ubezpieczenia, czyli tej umowy do dnia porodu, opłacanej składki chorobowej w dniu porodu. Czy to będzie z działalności gospodarczej, czy z umowy zlecenia. W przypadku jeżeli tej składki nie mamy, wtedy funkcjonuje od kilku lat coś, co nazywamy świadczeniem rodzicielskim, popularnie tak zwane Kosiniakowe. Pewnie więcej osób zna Kosiniakowe niż świadczenie rodzicielskie, też przez rok, też przez 52 tygodnie wypłacane jest wtedy świadczenie w wysokości tysiąca złotych. KN: I przedostatnie pytanie. Jakie dokumenty i w jakim terminie należy złożyć aby otrzymać zasiłek macierzyński? MPH: Zasiłek macierzyński, tak jak powiedziałam, on się rozpoczyna w dniu narodzin dziecka więc nie składamy nigdy wniosku o właśnie urlop macierzyński i to niezależnie od tego czy deklarujemy urlop z góry czy na urlop na części, tak popularnie nazywany. Mamy 21 dni od dnia narodzin dziecka na to, aby przynieść do pracodawcy czy wysłać akt urodzenia dziecka, bo on jest niezbędny. Trzeba udowodnić, że rzeczywiście to dziecko się urodziło i albo w tej opcji, w której deklarujemy urlop 52 tygodniowy z góry składamy wniosek o urlop rodzicielski, który nastąpi bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, tak ten wniosek się niestety nazywa. Albo nie składamy tak naprawdę nic więcej poza tym aktem urodzenia. Ja moim klientom zawsze przygotowuję takie pismo przewodnie, że jeżeli zgłasza to wysyłając do pracodawcy żeby pracodawca wiedział czyj to akt urodzenia i do czego służy, i że chodzi nam o ten urlop macierzyński, ale tutaj jakby wniosku o urlop macierzyński w ogóle nie składamy. KN: I już na koniec, czy zasiłek przysługuje tylko w przypadku umowy o pracę? MPH: To już też pokrótce poruszyłyśmy, ale jest to jeden z kolejnych mitów dotyczących urlopu macierzyńskiego, wiążący się z tym, że zasiłek wiąże się tylko z umową o pracę. Nie jest to prawda, bo o ile urlop tak, ale urlop, musimy pamiętać, że to jest po prostu słowo, które usprawiedliwia nieobecność w pracy. To nie z tytułu urlopu, to nie urlop jest nam wypłacany, tylko jest nam wypłacany zasiłek za czas urlopu, a zasiłek już wiąże się nie tylko z umową o pracę, bo będzie się wiązał też z umową zlecenie pod warunkiem, że mamy opłaconą dobrowolną składkę chorobową i pod warunkiem, że ta umowa zlecenia była aktualna w dniu porodu, czyli nie mogła się zakończyć wcześniej przed porodem. W przypadku działalności gospodarczej też będzie zasiłek przysługiwał, będzie uzależniony znowu od wysokości opłaconej składki chorobowej. Przy umowie o dzieło, niestety nie będzie przysługiwał żaden zasiłek, bo to jest umowa nieoskładkowana. KN: I tak dobrnęłyśmy do końca. Marzeno, bardzo Ci dziękuję, bo to dość twarda i konkretna wiedza, ale mam wrażenie, że rodzice wcześniaków na początku mają tyle problemów związanych ze zdrowiem dziecka i tyle zmartwień, że często.. MPH: Przebrnięcie przez te formalności. KN: Jest to bardzo trudne i też spychamy je trochę na drugi plan, bo walczymy o zdrowie i życie dziecka, a tutaj w pigułce mamy opowiedziane wszystko jeśli chodzi o urlop macierzyński. Także bardzo Ci dziękuję. MPH: Dziękuję bardzo. KN: I do zobaczenia. MPH: Do zobaczenia. Poprzednie odcinki: Pośpiesznym na świat – odcinek 30 – Kalendarz szczepień
Poronienie O poronieniu mówimy wtedy, kiedy ciąża zakończy się przed 22 tygodniem. Zgodnie z definicją WHO poronienie (łac. abortus) to przedwczesne zakończenie ciąży trwającej krócej niż 22 tygodnie (od 23. tygodnia mówi się o porodzie przedwczesnym) wskutek wydalenia obumarłego zarodka lub płodu. W naszym społeczeństwie poronienie traktowane jest jako stan niebyły zarówno przez lekarzy, jak i najbliższych. 80% społeczeństwa na sam wydźwięk słowa „poronienie” reaguje słowami: „przecież to tylko poronienie”… Jednak dla niejednej matki to AŻ poronienie. Otoczenie często nie jest wstanie zrozumieć, jakie skutki emocjonalne niesie ze sobą poronienie. Wiele par stara się o dziecko kilka lat, a potem traci je np. z powodu odklejenia się łożyska. Szanse na kolejną ciążę? Znikome. Wtedy w takich rodzicach zachodzi szereg nieodwracalnych zaburzeń stanu emocjonalnego, które jest niezrozumiałe przez otoczenie. Stany te wahają się od silnego wzburzenia, izolacji, a nawet depresji i zaburzeń emocjonalnych do niekiedy pełnej akceptacji zaistniałej sytuacji. Po poronieniu często dochodzi do obwiniania siebie. Szczególnie matki oskarżają się o zaniedbania ciąży, a gniew kierują przeciwko sobie. Nieprawdą jest więc, że poronienie nie jest wystarczającym powodem do przeżywania prawdziwego smutku i bólu po stracie dziecka. Wręcz przeciwnie, przecież utracony zarodek czy płód to też było dziecko, ono żyło, ruszało się i rozwijało. Niejednokrotnie między 18. a 22. tygodniem ciąży rodzice znają już płeć dziecka, a mamy czują już pierwsze jego ruchy. Rodzi się zatem pytanie: czym różni się strata dziecka przez poronienie od innego rodzaju straty? Urodzenie dziecka martwego Niestety w literaturze, kodeksach czy ustawach nie ma formalnej definicji martwego porodu, jednak przyjmuję się, że urodzenie dziecka martwego jest wtedy, kiedy płód nie wykazuje oznak życia w łonie matki (nie oddycha, nie ma czynności serca, tętnienia pępowiny lub wyraźnych skurczy mięśni zależnych od woli wykrytych przed całkowitym jego wydaleniem lub wydobyciem z ustroju matki – niezależnie od czasu trwania ciąży). Jednak aby formalnie móc mówić, że dziecko urodziło się martwe, muszą minąć minimum 22 tygodnie ciąży. Pamiętam, kiedy pierwszy raz poznałam mamę, która musiała urodzić swojego już nie żyjącego synka w 38. tygodniu ciąży. Nie potrafiłam i nie potrafię sobie wyobrazić, ile siły i samozaparcia musi mieć taka kobieta, która naturalnie rodzi swoje dziecko ze świadomością, że jest ono martwe. Bez wątpienia jest to bardzo silne traumatyczne przeżycie, które pozostawia ślad w psychice. Urodzenie martwego płodu to niezwykle bolesne doświadczenie. Wszystkie nadzieje, oczekiwania, wyobrażenia i plany obracają się w wniwecz, pozostaje tylko nieopisany żal, ból, rozpacz i smutek. Często także w takiej sytuacji rodzice nie mogą liczyć na wsparcie otaczającego ich społeczeństwa. Bliscy rodziców po stracie dziecka uporczywie chronią się przed bólem, wmawiając sobie, że to dziecko nie istniało, nieświadomie raniąc tym rodziców, którzy przeżywają stratę. Właściwej, fachowej i empatycznej pomocy tacy rodzice nie znajdują także w szpitalach (na ogół są tam traktowani jak kolejne przypadki). Brakuje w nich odpowiednio wykwalifikowanej pomocy psychologicznej i odpowiednich warunków do takich porodów. Bardzo często kobieta rodzi siłami natury swoje martwe dziecko wraz z innymi kobietami na jednej sali. W takich sytuacjach brak poszanowania ze strony personelu medycznego potęguje u rodzącej kobiety ból i rozpacz. Niejednokrotnie też nie pozwala się wówczas na poród rodzinny, a właśnie wtedy bliskość i wsparcie partnera są nieocenione, nie mówiąc już, że wtedy tata dziecka może zacząć budować z nim więź. Zdarza się, że rodząca matka nie chce nawet przytulić urodzonego martwego dziecka. Boi się bólu, jaki ją dotknie, kiedy zobaczy sine i nie ruszające się ciałko swojego upragnionego i wyczekanego malca. Tymczasem to właśnie możliwość cielesnego i bliskiego pożegnania się z dzieckiem martwo narodzonym pozwala rodzicom prawidłowo i bez większych komplikacji przepracować proces żałoby. I w tym kontekście niezwykle cenne są zachowania personelu naznaczone empatią, niestety zbyt rzadko spotykane. Sporadycznie słyszy się o położnych, które po zabraniu martwego noworodka zrobiły mu zdjęcie, odcisk stópki i rączki, aby później wręczyć je mamie jako jedyną i niepowtarzalną pamiątkę. Nieliczne położne przychodzą do mam po takich porodach tylko po to, by je potrzymać za rękę i popłakać razem z nimi. A to jest tak bardzo ważne, tak istotne i tak ludzkie… Zobacz też: Jak śmierć dziecka przeżywa kobieta, a jak mężczyzna? Śmierć dziecka Niejednokrotnie jest tak, że dziecko umiera na rękach rodziców lub kilka godzin bądź dni walczy o życie na oddziale intensywnej terapii. Rodzice mają wtedy ograniczony dostęp do swojego dziecka, a informacje dotyczące jego stanu zdrowia są bardzo wyrywkowe. W takich przypadkach pojawia się głęboki smutek i żal, że nie można w tych trudnych chwilach być przy swoim malcu. W przypadku noworodków często zdarza się tak, że matka po porodzie nie może aktywnie uczestniczyć w obserwacji walczącego o życie maleństwa. Możliwość bliższego kontaktu z noworodkiem ma wtedy jedynie ojciec, co pozwala mu na przezwyciężenie własnego bólu i cierpienia, dzięki czemu później może stać się ostoją dla swojej partnerki. Śmierć bliskich osób jest zawsze dla człowieka szokiem i wprawia go w stan osłupienia. Takie reakcje występują tym bardziej u rodziców, którym umiera dziecko, gdyż na jego odejście nie byli przygotowani, bo przecież nikt nigdy nie przewiduje takiej tragedii. W sytuacji śmierci dziecka u rodziców dominuje poczucie winy. Obwiniają się oni, że przez nich dziecko nie żyje, że nie zrobili niczego więcej, by je uratować, że nie posiadali wystarczającej wiary i siły, aby wygrać walkę o jego życie lub ze byli tak zapracowani i zajęci sobą, że nie zauważyli niczego złego w zachowaniu ich pociechy. Dlatego wtedy tak ważne jest, aby pomóc im zrozumieć, że nie oni spowodowali to nieszczęście. Osoby niosące pomoc powinny pozwolić osieroconym rodzicom na opłakiwanie i przeżywanie straty w sposób otwarty i bez ograniczeń. Personel medyczny powinien wykazywać więcej empatii i zrozumienia dla rodziców po stracie dziecka, starając się zapewnić im godny, spokojny i niczym nie ograniczony obrzęd pożegnania się z dzieckiem. Osoby bliskie, jak i wszyscy pozostali mający kontakt z rodzicami po starcie, mówiąc o zmarłym dziecku, powinni używać jego imienia. O jego śmierci powinno się mówić otwarcie. Wiek czy rodzaj odejścia dziecka tak naprawdę nie mają znaczenia. Na przykładzie doświadczenia trzech mam, z którymi prowadziłam grupę wsparcia, postaram się pokazać, że różnica między poronieniem, martwym porodem czy śmiercią noworodka lub dziecka kilku-, kilkunasto- czy kilkudziesięcioletniego polega tylko na tym, że rodzice tego najstarszego są bogatsi w większą ilość wspomnień związanych ze swoim dzieckiem. Kasia urodziła Izę i Jasia w 6. miesiącu ciąży, ich stan był ciężki, a z godziny na godzinę stawał się krytyczny. Mama bliźniąt cały czas twierdziła, że chyba wolałaby nie patrzeć na cierpienie i ból, z jakim przez kilka tygodni zmagały się jej dzieci, walcząc o życie. Ewa urodziła martwego synka Kajetana w 39. tygodniu ciąży na 8 dni przed planowanym terminem porodu. Uważała, że zrobiła największy błąd swojego życia, że po porodzie przytuliła go całego sinego, pomarszczonego i nieoddychającego, ale za to jeszcze ciepłego. Twierdziła, że prześladuje ją tylko ten widok. Asia poroniła swojego synka w 20. tygodniu ciąży. O tę ciążę starała się z mężem kilka lat. Nie może pogodzić się z zaistniałą sytuacją i w każdej wolnej chwili ogląda zdjęcia z USG, płacząc nad nimi i mówiąc, że tylko tyle jej zostało po Marcelku. Kiedy na jednym ze spotkań grupy wsparcia prowadzonej przeze mnie na rzecz Fundacji By Dalej Iść, po prawidłowym przejściu przez wszystkie panie trzech etapów żałoby, nawiązała się między nimi następująca wymiana zdań: Kasia, zwracając się do Ewy, powiedziała: „do tej pory myślałam, że wolałabym, aby moje bliźniaki umarły przy porodzie, nie cierpiałyby wtedy tyle, a ja nie musiałabym patrzeć na to cierpienie. Ale słuchając jak Ty przeżyłaś śmierć Kajetanka, nie wyobrażam sobie urodzić martwego dziecka, zrozumiałam, że choć było to tylko kilka dni, ale to tak naprawdę aż kilka dni mogłam z nimi być, popatrzeć na nie, przytulić je, poczuć, jak łapią mnie za palec, zobaczyć czasami ich uśmiech czy usłyszeć ich płacz...”. Ewa na to odpowiedziała, zwracając się do Asi: „a ja właśnie dzięki Twoim opowiadaniom uświadomiłam sobie, jakie miałam szczęście móc mojego Kajetana poczuć, przytulić, dotknąć i zobaczyć, przynajmniej wiem, jak wyglądał, jaki był w dotyku, jak pachniał, mogłam go później nawet ubrać i zrobić kilka zdjęć czy odbić stópki (...). Dzięki Tobie uświadomiłam sobie, jak wiele dało mi to, że jednak go przytuliłam”. W tym momencie u Asi w oczach pojawiły się łzy, a sama powiedziała tylko tyle: „A ja mam tylko zdjęcia USG po Marcelku i tak bardzo wam zazdroszczę, że mogłyście swoje dzieciątka choć na chwile przytulić, ja nie mogłam go nawet pochować”. Przytoczony fragment dialogu trzech mam, które w różnych okolicznościach utraciły swoje dzieci, pokazuje, że trudno jednoznacznie stwierdzić, który etap odejścia dziecka jest trudniejszy dla rodzica. Jest to uwarunkowane indywidualnymi predyspozycjami emocjonalnymi, dlatego różnica między tymi mamami jest jedna: ilość wspomnień po swoim dziecku. Należy jednak też pamiętać, że dla każdego rodzica odejście jego dziecka, niezależnie od jego wieku, jest traumą, którą należy prawidłowo przepracować, aby móc na nowo nauczyć się żyć. Zobacz też: Żałoba po śmierci dziecka Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!
Pracownica ma prawo do urlopu macierzyńskiego w razie urodzenia dziecka. Długość urlopu, na jakim będzie przebywać kobieta zależy od liczby dzieci urodzonych w czasie jednego porodu. Pracownica ma prawo do: 20 tygodni w przypadku urodzenia jednego dziecka przy jednym porodzie, 31 tygodni w przypadku urodzenia dwojga dzieci przy jednym porodzie, 33 tygodni w przypadku urodzenia trojga dzieci przy jednym porodzie, 35 tygodni w przypadku urodzenia czworga dzieci przy jednym porodzie, 37 tygodni w przypadku urodzenia pięciorga i więcej dzieci przy jednym porodzie. Zobacz także:Wymiar urlopu macierzyńskiego Wyżej wskazany wymiar urlopu macierzyńskiego przysługuje w przypadku urodzenia zdrowego dziecka. Niestety życie czasem stawia kobiety przed trudnymi sytuacjami. Do takich sytuacji bez wątpienia należy urodzenie martwego dziecka lub śmierć dziecka w pierwszych tygodniach życia. Prawo chroni takie kobiety umożliwiając im urlop macierzyński, który nie będzie przeznaczony na opiekę nad dzieckiem, a możliwość dojść do siebie po takim ogromnym ciosie. Ile dni urlopu macierzyńskiego? W razie urodzenia martwego dziecka lub zgonu dziecka pracownicy przysługuje urlop macierzyński. Jeśli dziecko urodziło się martwe pracownica ma prawo do 8 tygodni urlopu macierzyńskiego. W przypadku, kiedy dziecko zmarło przed upływem 8 tygodni życia, pracownicy przysługuje urlop macierzyński w wymiarze 8 tygodni po porodzie. Urlop taki przysługuje nie krócej niż przez okres 7 dni od dnia zgonu dziecka. W razie zgonu dziecka po upływie 8 tygodni życia, pracownica zachowuje prawo do urlopu macierzyńskiego przez okres 7 dni od dnia zgonu dziecka. Pracownicy, która urodziła więcej niż jedno dziecko przy jednym porodzie, przysługuje w urlop macierzyński w wymiarze stosownym do liczby dzieci pozostałych przy życiu. Pracownica urodziła czworaczki, z których jedno zmarło w trakcie porodu. W tym przypadku przysługuje jej 33 tygodni urlopu macierzyńskiego, czyli tyle ile wynosi wymiar urlopu przysługujący przy urodzeniu trójki dzieci. Zobacz także: Urlop macierzyński
moje dziecko zmarło po porodzie